Wedkarskozackohani, czyli Ola i Grzegorz na swoją ostatnią, tegoroczną zasiadkę karpiową wybrali się pod koniec listopada. Jak opisują tą niesamowitą zasiadkę podczas której na ich macie zawitał ponad 20 kg okaz - zobaczcie sami…

Nasza ostatnia karpiowa zasiadka w sezonie odbyła się pod koniec listopada. Warunki pogodowe nie rozpieszczały, dlatego decyzja była prosta - jedziemy tylko na dwie doby. Cel? Bardzo skromny, ale w tych realiach ambitny - wypracować minimum jedno branie.
Wiedzieliśmy, że woda, na którą się wybieramy, jest bardzo chimeryczna. Często zdarza się wracać stamtąd bez jakiegokolwiek kontaktu z rybą. Mimo że łowisko mamy stosunkowo blisko domu, byliśmy tam wcześniej tylko raz - nasza znajomość tej wody była niewielka.

Sondowanie i wybór miejsc
Po przyjeździe na stanowisko od razu zabraliśmy się za sondowanie miejscówki. Do tego celu użyliśmy naszą echosondę Deeper CHIRP+ 3. Już w pierwszych minutach było widać jak bardzo zróżnicowane jest dno. To pełna blatów, spadów i twardych fragmentów, typowa stara woda prożwirowa.
Mapy 3D okazały się ogromnym ułatwieniem w zrozumieniu struktury dna. Dzięki nim udało się wytypować dwa bardzo obiecujące miejsca na głębokości około 8,5 metra.

Sprawdzone zestawy i prosta zanęta
Postawiliśmy na nasze sprawdzone rozwiązania:
• D-rig
• Slip D-rig
Na włos trafiła słodka 18 mm kulka, podbita 11 mm pop upem w aromacie Milky Cream.
Ten zestaw dał nam w tym sezonie wiele pięknych ryb, dlatego nie było sensu kombinować.
Zanęta również była prosta i skuteczna:
• kulki proteinowe
• pellet 8 mm
• odrobina orzecha tygrysiego
• konopie
• booster Milky Cream

Cisza, wątpliwości i wiara w plan
Pierwsza doba minęła bardzo spokojnie - na całym łowisku panowała cisza.
W głowie zaczęły pojawiać się myśli, żeby coś zmienić. Byliśmy jednak pewni zarówno miejsc, jak i zestawów.
Postanowiliśmy jeszcze raz bardzo precyzyjnie wywieźć zestawy za pomocą naszej łódki zanętowej - Boatman Vulcan Pro.
Wędki ustawione, sygnalizatory włączone - pozostało tylko czekać.
Branie, które zmieniło wszystko
Druga doba powoli dobiegała końca. Po porannej kawie zaczęliśmy już myśleć o pakowaniu się do domu, gdy nagle centralka odezwała się na prawym kiju. Piękna, równa rolka – wiedzieliśmy, że to nie będzie przypadkowa ryba.
Już po pierwszych metrach było jasne, że na drugim końcu zestawu jest duży i bardzo silny karp. Hol był zacięty, ryba długo nie chciała odpuścić, a my skupialiśmy się tylko na jednym - żeby jej nie stracić.
Po chwili pięknie wybarwiony karp wylądował w podbieraku. Waga wskazała 21,1 kg.
Szybkie zdjęcia i ryba wraca do wody. Zasiadka uratowana – nie wracamy o blanku.

Niespodziewany finał sezonu
Podjęliśmy decyzję, że zaczynamy się pakować i nie wywozimy już zestawów.
Gdy nagle… centralka zagrała ponownie, a hanger przykleił się do wędki.
Już po holu wiedzieliśmy, że to kolejna wyjątkowa ryba. Karp długo nie chciał uznać naszej wyższości, ale po kilku minutach wylądował w podbieraku. Jeden rzut oka wystarczył, żeby na twarzach pojawił się szeroki uśmiech.
Waga pokazała 25,2 kg – totalny szok!!

Nie mogliśmy uwierzyć, że taka ryba melduje się na macie dosłownie na samym końcu zasiadki. Okazało się, że to największy karp całego sezonu, przebijający dotychczasowego lidera z Jeziora Bled, którego waga wynosiła 24,75 kg.

Podsumowanie
Kończymy sezon w najlepszy możliwy sposób, z ogromną satysfakcją, pięknymi rybami i wiarą w to, że konsekwencja oraz zaufanie do sprawdzonych rozwiązań naprawdę się opłaca.
Teraz pozostaje już tylko jedno – czekać na kolejny sezon karpiowy, bo po takim finale apetyt jest jeszcze większy.