Na początku kwietnia, w końcu udało mi się otworzyć mój sezon wędkarski po bardzo długiej i mroźnej zimie. Tym razem wybór padł na nowo powstałe łowisko karpiowe Valley Carp Lake w Ostrzycach, położone na terenie malowniczego Kaszubskiego Parku Krajobrazowego.

Jeszcze kilka dni przed wyjazdem panowała wyjątkowo przyjemna, wczesnowiosenna aura – było słonecznie, ciepło i bezwietrznie. Niestety, jak to często bywa, pogoda potrafi zaskoczyć. W dniu wyjazdu wszystko się zmieniło – podczas podróży było wietrznie i pochmurnie, a momentami pojawiał się nawet przelotny deszcz, zupełnie niepasujący do wcześniejszych prognoz.
Po przyjeździe na miejsce wraz z kolegą, który na ryby wybrał się ze mną udaliśmy się na stanowisko zlokalizowane niemal w centralnej części łowiska. Było to strategiczne miejsce, dające możliwość obławiania różnych partii wody.

Tym razem postawiłam na delikatne nęcenie jednak intensywne, „śmierdzące".Do przygotowania zanęty użyłam pelletów w dwóch rozmiarach - 6 mm o dobrze znanym karpiarzom smaku kryla oraz 3 mm o aromacie wędzonej kiełbasy z nutą czosnku i intensywnej wątróbki. Całość uzupełniła puszką kukurydzy konserwowej, która świetnie sprawdza się jako dodatek wiosną, dodając mieszance atrakcyjności wizualnej i smakowej. Na koniec wszystko zostało obficie zalane liquidem o zapachu ochotki, co jeszcze bardziej wzmocniło aromat zanęty.

Korzystałam z mojej zdalnie sterowanej łódki zanętowej wyposażonej w echosondę. Dzięki temu w zaledwie kilka minut mogłam dokładnie sprawdzić głębokość łowiska oraz strukturę dna, czyli parametry niezwykle istotne dla karpiarzy, szczególnie wczesną wiosną, kiedy ryby są mniej aktywne i trzymają się określonych miejsc.
Pierwsze godziny po wywiezieniu zestawów były dość spokojne. Dopiero po pewnym czasie u Szymona pojawiło się branie. Choć nie był to wymarzony karp, to na macie wylądował piękny lin, który dostarczył sporo emocji. U mnie natomiast przez długi czas panowała cisza.

Dopiero pod koniec zasiadki sytuacja się zmieniła. Na jednej z wędek pojawiło się wyczekiwane branie. Po kilku minutach intensywnego holu w podbieraku wylądował pierwszy karp tego sezonu. Po szybkiej sesji zdjęciowej ryba bezpiecznie wróciła do wody, a ja korzystając z dobrej passy ponownie posłałam zestaw w to samo miejsce.

Nie musiałam długo czekać. Kilka minut później na drugiej wędce pojawiło się delikatne branie. Już po pierwszych ruchach ryby przeczuwałam, że to nie będzie karp i miałam rację. Po chwili pokazał się kolejny piękny lin.
Szczęście zdawało się sprzyjać, bo wkrótce ponownie odezwał się sygnalizator. Tym razem od razu było czuć, że po drugiej stronie jest karp. Niestety, ta walka nie zakończyła się sukcesem – po krótkim holu ryba się spięła. Była to pierwsza spinka w tym sezonie, ale jak wiadomo – zdarza się każdemu i jest naturalną częścią wędkarskiej przygody.
Mimo wszystko wyjazd można uznać za bardzo udany – pierwszy karp sezonu, piękne liny i solidna dawka emocji to świetny początek roku nad wodą.