Długi weekend czerwcowy to dla większości wędkarzy jeden z najbardziej wyczekiwanych momentów w roku - tuż obok majówki. Każdy fan wędkarstwa marzy wtedy o tym, żeby wyrwać się nad upragnioną wodę.
Kasia należy właśnie do tych osób, które wolne chwile najchętniej spędzają nad wodą. Już w środę, późnym popołudniem, postanowiła wybrać się na ryby. Choć łowi w tej samej okolicy od ponad 20 lat, stara się regularnie odkrywać nowe łowiska - każda woda jest inna, a złowienie karpia w nowym miejscu to dla niej kolejne wyzwanie i szansa na sprawdzenie swoich umiejętności.

Do wyszukiwania łowisk Kasia korzysta z mapy Fishsurfing - zarówno wód PZW, jak i komercyjnych, a także sklepów wędkarskich i zakwaterowań w bezpośrednim sąsiedztwie jezior i rzek. Sklepy i zakwaterowania okazują się niesłychanie przydatne szczególnie podczas zagraniczych podróży.

Tym razem wybrała łowisko specjalne oddalone od jej domu zaledwie kilkanaście minut jazdy. Jak sama przyznaje, to trochę śmieszne, że mieszka tak blisko, a trafiła tam dopiero po raz pierwszy. Decyzja była mocno spontaniczna - kolega zaproponował wyjazd na karpie zaledwie kilka godzin wcześniej. Kasia szybko otworzyła aplikację, znalazła łowisko i od razu zadzwoniła do właściciela. Wolne było tylko jedno stanowisko. Szybka decyzja i po pracy - wyjazd.

Nad wodą zawitali z kolegą około godziny 18. Kasia, jak zwykle, od razu zabrała się za rozbijanie obozowiska. W swoim karpiowym arsenale ma kilka namiotów - jednym z nich jest szybko rozkładający się model, który stał się jej ulubionym modelem na takie kilkunastogodzinne zasiadki. Namiot praktycznie rozkłada się sam, wystarczy wbić szpilki i wszystko gotowe. Kilka lat wcześniej na podobnych wypadach korzystała z parasola z boczną sztycą w układzie „brolly”, jednak niespodziewana, solidna ulewa zmoczyła doszczętnie łóżko, śpiwór i torby, które potem przez kilka dni musiały schnąć. Jak wspomina - teraz żadna ulewa jej nie straszy.

Tego wieczoru prognoza znowu zapowiadała deszcz, więc rozbicie obozu było priorytetem. I słusznie - zdążyła na czas.
Kolejnym krokiem było przygotowanie zanęty. Łowisko przed długim weekendem pękało w szwach - na każdym stanowisku siedzieli karpiarze, na niektórych nawet po kilku. Kasia domyślała się, że każdy z nich nęci bardzo obficie, dlatego postawiła na coś zupełnie innego: delikatną, bardzo słodką mieszankę o orzechowym aromacie, wzbogaconą o grubsze frakcje, jak pellet i płatki kukurydzy. Do tego dorzuciła puszkę słodkiej kukurydzy konserwowej, a wodę do zanęty wzbogaciła ekstraktem z prażonych orzechów. Ten ostatni dodatek sprawił, że mieszanka od razu po wpadnięciu do wody pięknie smużyła i wabiła ryby - a właśnie o to Kasi chodziło najbardziej.

Na włosie natomiast zawitała słodka, orzechowa kulka. Na pierwszej wędce podbita różowym, kremowym pop-upem, na drugiej ananasowym z dodatkiem kwasu masłowego.


Miejscówka była dość ograniczona bezpośrednio z lewej i prawej strony siedzieli karpiarze. Kasia za pomocą echosondy znalazła jednak obiecujące miejsce tuż przed kilkumetrowym spadem dna i tam zdecydowała się położyć zestawy.
Zdążyła wszystko przygotować przed nadejściem ulewy i spokojnie poszła spać, ale sen nie trwał długo. Kilka godzin później centralka zagrała jak szalona. Na końcu zestawu okazał się niewielki, pełnołuski okaz. Kasia szybko przerzuciła zestaw i wróciła do namiotu. Nad ranem znowu sygnałek zagrał - tym razem coś wyraźnie większego i bardziej walecznego. Karp nie przepłynął obojętnie obok żółtego pop-upa. Hol był bardzo emocjonujący, a do podbieraka trafił ładny okaz, który sprawił, że cały wyjazd miał swój happy end.

Wszystko, co dobre, szybko się kończy - Kasia musiała wracać do domu. Ale, jak sama mówi, już planuje kolejne zasiadki.
Kilka słów od Kasi:
„Poznawanie i odkrywanie nowych łowisk w okolicy, w której mieszkam, to jedno z moich ulubionych zajęć. Bardzo się cieszę, że na mapie Fishsurfing mogę znajdować takie miejsca, a także oglądać zdjęcia złowionych ryb - dzięki temu wiem, czy w danej wodzie bytują karpie, na których mi zależy.”